Pytanie jedno

To jest akapit z pytaniem, który powinien być na samym końcu. Jeśli tam by się nie pojawił, to mógłby pojawić się w komentarzach albo chociaż w Waszych myślach. Pytanie to jest tak samo święte jak to: „a dlaczego przyjechałaś do Bułgarii”? Brzmi ono: „jeśli tutaj się Tobie nie podoba, to dlaczego nie wrócisz do domu”? Gdybym była popularną celebrytką to posypałoby się tysiące komentarzy właśnie z takim pytaniem lub po prostu stwierdzeniem „wracaj skąd przyjechałaś”. Nie jestem celebrytką, czytelników mam zero, więc na głos nikt tego pytania nie zada. To jest ?normalna? reakcja, gdy chociaż raz, przez chwilę, przez sekund kilka ośmielisz się krytykować czyjeś(bo przecież nie Twoje!) państwo.

Najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że ktoś może zadać to pytanie. Najgorsze jest to, że od pewnego czasu sama sobie zadaję to pytanie.

Pamiętam chwilę, gdy jechaliśmy autem do Poznania i tam na !chybił-trafił! wybierałam kierunek studiów. 19 lat na karku i same głupoty w głowie, więc małe szanse aby wybrać coś sensownego. Czytałam cały spis filologii i im bardziej egzotyczniejsza nazwa, tym ciekawsza mi się wydawała. O mały włos i wybrałabym filologię węgierską i siedziałabym teraz pewnie gdzieś w Budapeszcie. Pewnie podświadomie przyciągał mnie Dunaj i wino, tylko w bardziej południowej, słonecznej edycji. Nie jest to tak, że ten wybór ma jakiś negatywny wydźwięk. Wręcz przeciwnie. Ten nieświadomy wybór, to najpiękniejszy jakiego mogłam dokonać.

Tym wszystkim chciałam tylko powiedzieć, że strasznie boli, gdy ktoś kogo kochasz z całego serca, krzywdzi. Zakochałam się od pierwszego lektoratu bułgarskiego, gdy z dumą zapamiętałam peczatni bukwi. Albo gdy jeździłam tramwajem po Poznaniu i uczyłam się alfabetu. Chyba całą sobą mówiłam: „zobaczcie ludzie, jaki piękny alfabet”. I po tylu latach (ponad 9!), gdy piszę to ciągle mam problemy z „б“. W końcu miłość nie zawsze jest doskonała.

Pamiętam, gdy na drugim roku wysyłano nas na Erasmusa. Erasmus po bułgarsku to „erazym” co przecież oznacza „wszyscy razem”! Dobrze, że dość szybko wyprowadzili nas z błędu i nie oznacza tego co nam się wydawało, że oznacza. Może nawet nie nam, ale mi – byłam święcie przekonana, że znaczy to co myślałam. I ten moment gdy pewnego zaśnieżonego poranka w lutym stałam na granicy serbsko-bułgarskiej i zobaczyłam po raz pierwszy na żywo flagę Bułgarii i „Република България“. Albo gdy miesiąc spędziłam na praktykach w Sofii i wynajmowałam pokój u pewnej babci. Ta babcia miała chłopaka-dziadka, a ten chłopak miał pistolet. Z różnymi perypetiami minęło kilka lat naszego zakochania. Gdy ktoś wypytywał co mnie podkusiło przyjechać do Bułgarii (pewnie z podtekstem: „dziewczyno Ty na głowę upadłaś”), to ja dzielnie broniłam tej miłości. Wszyscy mają swoje „Ameryki, Londyny, Niemcy”, a ja mam swoją Bułgarię. Mafia? Porwania? Zabójstwa w biały dzień? Korupcja? Dziwny premier? Brak przestrzegania prawa? Niskie zarobki? Niskie pensje dla emerytów? Co tam! Pokonamy to wszystko, jeszcze będzie przepięknie jak w piosence TILTa!

Do momentu…

Od kilku miesięcy, na szczęście czasowo, tułam się każdego dnia sama. Nie ma kto mi powiedzieć „zaebi gi”, gdy po raz kolejny pojawia się jakiś problem. To co wymieniłam wyżej, jedne z absurdów bułgarskich realii, myślałam, że nigdy mnie nie dotkną. A dotykają i nie mam jak z nimi walczyć, tak są ogromne. I z każdym dniem zabijają tę naszą relację. Potem w tyle głowy pojawia to głupie pytanie.

387013_242834565773337_119801029_n

Reklamy

Jedna myśl na temat “Pytanie jedno

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s